Przedmioty, które patrzą

Jest coś niepokojącego w meblach, które wyglądają jak żywe istoty. Fotel pokryty długim, kudłatym włosiem. Lampa o nogach zgiętych w kolanach. Lustro, które zdaje się mieć głębię większą niż odbijana przestrzeń. Współczesne wzornictwo coraz częściej sięga po formy, które — świadomie lub nie — przywołują archetypy znacznie starsze niż rewolucja przemysłowa.

W epoce sztucznej inteligencji generującej obrazy o nieludzkiej doskonałości, nasze oko zaczyna tęsknić za czymś przeciwnym: za błędem, za fakturą, która brudzi palce, za kształtem, który niepokoi. I właśnie wtedy, w poszukiwaniu autentyczności, projektanci zaczynają — często nieświadomie — mówić językiem, którym posługiwali się słowiańscy chłopi, próbując opisać to, co niewyjaśnione w otaczającym ich świecie.

Dom jako twierdza, las jako zaświaty

Aby zrozumieć siłę tego zjawiska, trzeba najpierw pojąć, jak nasi przodkowie porządkowali rzeczywistość. W tradycyjnej kulturze ludowej świat dzielił się na dwie sfery — wyraziste jak światło i cień.

Orbis Interior, świat wewnętrzny, obejmował dom, obejście i pole. To przestrzeń ładu, przewidywalności i kultury. Tutaj panowały zasady, tutaj człowiek był bezpieczny.

Orbis Exterior, świat zewnętrzny, to las, mokradła i nieużytki. Domena chaosu, ciemności i nieobliczalnej natury. Las postrzegano jako niemal zaświaty — miejsce, z którego się nie wraca, lub wraca się odmienionym.

Ta binarna struktura głęboko wpisała się w naszą psychikę. Przez tysiąclecia ewoluowaliśmy, ucząc się rozróżniać bezpieczną jaskinię od groźnej dziczy. I chociaż dzisiejsze biura pełne przeszklonych ścian i ogrodów wertykalnych próbują zatrzeć tę granicę, nasza podświadomość wciąż domaga się wyraźnego rozróżnienia.

Być może właśnie dlatego obserwujemy powrót do wnętrz ciemnych, otulających i wyraźnie oddzielonych od zewnętrznego chaosu. Ciężkie zasłony, wydzielone kąciki do czytania, ciemne gatunki drewna — to wszystko echa archetypu bezpiecznej chaty, która jest twierdzą przeciwko demonom nocy.

Anatomia potwora

Ale czym właściwie był demon w słowiańskiej wyobraźni? Z pewnością nie był abstrakcyjnym złem ani amorficznym cieniem. Był przede wszystkim hybrydą — istotą, która łamała święty podział między tym, co ludzkie, a tym, co zwierzęce.

Diabeł z koźlimi nogami i rogami. Utopiec pokryty łuską, z błoną między palcami. Południca o ludzkiej sylwetce, ale z żelaznymi zębami i ptasimi szponami. Wilkołak, który był sąsiadem, lecz skrywał pod skórą drugie, wilcze oblicze.

Ta demoniczna hybrydyczność stanowi klucz do zrozumienia dzisiejszej awangardy wzorniczej. Gdy współczesny projektant tworzy fotel o nogach przypominających kopyta lub lampę o fakturze naśladującej ludzką skórę, wkracza w tę samą przestrzeń znaczeń co mityczny Leszy. Obiekt przestaje być tylko przedmiotem użytkowym — staje się bytem granicznym, który zdaje się mieć własną obecność.

Dolina niesamowitości i jej mieszkańcy

Japoński robotyk Masahiro Mori w 1970 roku opisał zjawisko nazwane Doliną Niesamowitości. Zauważył, że w miarę jak robot staje się coraz bardziej podobny do człowieka, nasza sympatia do niego rośnie — ale tylko do pewnego momentu. Gdy podobieństwo jest bardzo wysokie, lecz nie idealne, następuje gwałtowny spadek akceptacji. Pojawia się dyskomfort, a nawet wstręt.

Słowiańscy chłopi nie znali tej terminologii, ale doskonale rozumieli mechanizm. Strzyga czy utopiec przerażają właśnie dlatego, że są prawie ludzcy. Mają ludzką sylwetkę, ale poruszają się bezszelestnie. Posiadają twarz, ale o nienaturalnych proporcjach. Umiejscawia ich to w najgłębszym punkcie Doliny Niesamowitości.

Współczesne wzornictwo nauczyło się balansować na krawędzi tej doliny. Jeśli obiekt jest zbyt realistyczny — fotel z silikonowymi, ludzkimi rękami — budzi wstręt. Jeśli jest całkowicie abstrakcyjny, pozostawia nas obojętnymi. Złoty środek to stylizacja: lampa z „nogami" wykonanymi z drewna i lekko przeskalowanymi, fotel który „obejmuje" użytkownika, ale nie przypomina zbyt dosłownie ludzkiego ciała.

Ludowe maski obrzędowe i rzeźby świątków nigdy nie były hiperrealistyczne — były syntezą, znakiem. Współczesny projektant, inspirując się tą tradycją, powinien podążać drogą geometryzacji i uproszczenia, nie dosłowności.

Dwie twarze natury

Ostatnia dekada upłynęła pod znakiem biofilii — wrodzonej miłości do życia i natury. Zielone ściany, jasne drewno, rośliny w biurach stały się standardem. Ale coraz częściej mówi się też o rewersie tej idei: o biofobii.

Biofobia to wrodzona awersja do naturalnych zagrożeń — węży, pająków, ciemności, głębokiej wody, gęstych zarośli. Jest mechanizmem adaptacyjnym, który przez tysiąclecia chronił naszych przodków. Słowianie uważali zwierzęta żyjące blisko ziemi, w norach — gady, płazy — za nieczyste i demoniczne.

Filozof Timothy Morton proponuje koncepcję nazywaną Mroczną Ekologią. Krytykuje „bambifikację" natury — przedstawianie jej jako wyłącznie pięknej i harmonijnej. Prawdziwa świadomość ekologiczna wymaga akceptacji natury w całej jej dziwności, lepkości, rozkładzie i drapieżności.

Warto poznać: 14 Patterns of Biophilic Design — badanie Terrapin Bright Green opisujące wzorce projektowania biofilnego, w tym koncepcje „Refuge" (schronienia) i „Mystery" (tajemnicy), które doskonale korespondują ze słowiańskim myśleniem o przestrzeni.

Przestrzenie przejścia

Słowiańskie demony najchętniej zamieszkiwały miejsca liminalne — progowe. Rozstaje dróg, miedze, mosty, a przede wszystkim próg domu. W antropologii liminalność to stan „pomiędzy", moment zawieszenia, w którym możliwa jest transformacja.

Współczesny przedpokój często zredukowany jest do minimum. A przecież przejście z hałaśliwego miasta do intymności domu wymaga czasu i przestrzeni. Słowiański próg był strefą magiczną, chronioną znakami ochronnymi. Współczesny odpowiednik to śluza dekompresyjna: zmiana oświetlenia przy wejściu, obniżenie sufitu, zmiana akustyki i materiału podłogi.

To nowoczesne odpowiedniki magicznych rytuałów, które pozwalają „zrzucić z siebie" demony dnia codziennego przed wejściem do strefy prywatnej.

Włochate bestie w salonie

Jednym z najbardziej zaskakujących trendów ostatnich lat jest powrót mebli pokrytych długim włosiem. Fotele wyglądające jak sympatyczne stwory, dywany o głębokim, kudłatym runie.

W folklorze Leszy — pan lasu — i wilkołak definiowani są przez swoją sierść. Włosy to symbol witalnej siły, ale też atrybut dzikości. Kożuch noszony włosem na wierzch był atrybutem obrzędowym, symbolizującym bogactwo i płodność.

W świecie cyfrowym, zdominowanym przez gładkie ekrany, odczuwamy głód dotyku. Włochaty mebel staje się substytutem zwierzęcia domowego — jest ciepły, miękki, reaguje na dotyk. Jest to forma animizmu: nadawania przedmiotowi cech żywej istoty. Dla polskiego projektanta to okazja do reinterpretacji tradycji owczarskich — fotel przypominający Wielką Stopę może być nowoczesnym Leszym, który strzeże salonu.

Brzydkie piękno i bunt materii

Estetyka pretty ugly — brzydkiego piękna — to bunt przeciwko perfekcji, symetrii i sterylności. Zderzanie gryzących się kolorów, asymetria, formy „glutowate", eksponowanie szwów i błędów produkcyjnych.

Demony często opisywano jako szkaradne i koślawe. W tradycji ludowej asymetria była cechą zaświatów. Współczesny design wykorzystuje tę „demonologiczną" estetykę jako formę buntu przeciwko algorytmicznej nudzie generowanej przez sztuczną inteligencję.

Projektanci odrzucają plastiki i gładkie forniry na rzecz materiałów wisceralnych — wypalanej gliny, oksydowanego metalu, surowej wełny, kamienia o nieregularnej fakturze. To powrót do jaskini, do materiałów, które mają ciężar gatunkowy i historię. W Polsce koresponduje to z tradycją brutalnego stolarstwa — mebli ciosanych siekierą, noszących ślady narzędzia.

Gotycki minimalizm

Na nadchodzące lata prognozowany jest renesans estetyki gotyckiej w nowoczesnym, minimalistycznym wydaniu. Monochromatyczne palety: węgiel, głęboki granat, burgund. Dramatyczne oświetlenie rodem z obrazów Caravaggia. Formy rzeźbiarskie przypominające kości lub nagie gałęzie.

Polska kultura wizualna zawsze miała silny pierwiastek melancholii i mroku — listopadowe święto zmarłych, długa zima, ciemne lasy. Ten trend pozwala na waloryzację tego, co moglibyśmy nazwać „polską szarugą". Zamiast walczyć z brakiem światła, projektanci mogą go celebrować, tworząc wnętrza intymne i tajemnicze.

Mebel jako współlokator

Stoły z nogami posiadającymi kolana. Krzesła z oparciami w kształcie obejmujących ramion. Lampy, które zdają się mieć własną postawę.

Projektant Chris Wolston tworzy wiklinowe fotele wyglądające jak humanoidalne krzewy — to bezpośredni cytat wizualny z dziwożony czy leszego, istot będących jednocześnie rośliną i człowiekiem. Kluczem jest zachowanie umiarkowanego antropomorfizmu: obiekty mają być odczuwane jako współlokatorzy, a nie martwe narzędzia. Jego seria „Nalgonas" to masywne rattanowe siedziska z kończynami, tkane ręcznie przez kolumbijskich rzemieślników.

Polski projekt wart uwagi: Bestiopia autorstwa dr hab. Marty Flisykowskiej — futurosłowiański bestiariusz, który reinterpretuje Dziwożonę, Żmija i Płanetnika jako post-ludzkie byty w ekosystemie przyszłości. Projekt łączy design spekulatywny z AI i drukiem 3D, pokazując, jak pracować z logiką mitu, nie kopiując go dosłownie.

Radykalna gościnność

Jest jeden aspekt słowiańskiej tradycji, który stanowi szczególne wyzwanie dla współczesnego projektowania: etos gościnności.

W kulturze ludowej gość — nawet nieznajomy, dziad proszalny — był święty. „Gość w dom, Bóg w dom" — nie było to tylko porzekadło, ale głęboka zasada moralna. Mógł być wcieleniem przodka lub bóstwa. Odmowa gościny groziła zemstą sił nadprzyrodzonych.

Tymczasem współczesne miasta pełne są architektury wrogości: ławek z kolcami przeciw bezdomnym, nachylonych siedzisk uniemożliwiających odpoczynek, przestrzeni zaprojektowanych tak, by odpychać.

Słowiański design przyszłości powinien stać w opozycji do tego trendu. Powinien promować radykalną gościnność — przestrzenie, które zapraszają, otulają, oferują schronienie. To powrót do humanistycznego wymiaru projektowania, opartego na empatii, a nie kontroli.

Paleta projektowa dla nowej słowiańskości

Jakimi materiałami i formami posługiwać się, by budować tę nową estetykę?

Surowa wełna i futro (etyczne, z odzysku) — tapicerka „włochata", dywany typu shaggy. Komfort dotykowy, poczucie obcowania z czymś żywym.

Drewno palone — technika shou sugi ban (yakisugi), ciemne tony. Poczucie ochrony i mrocznej ekologii.

Oksydowany metal — patyna czasu, imperfekcja, siła.

Czerwień i biel — kardynalne kolory słowiańskiego haftu. Witalność i pamięć kulturowa. Warto sięgnąć po inspiracje z litografii Zofii Stryjeńskiej „Bożki słowiańskie" z 1918 roku.

Glina i tynk strukturalny — organiczne ciepło, związek z ziemią.

Formy powinny unikać linii prostej — natura i świat demonów jej nie znają. Biomorficzne krzywizny, „bloby", faliste linie naśladujące korzenie czy mięśnie. Hybrydyzacja materiałów: futro z metalem, kamień z miękką pianką. Napięcie materiałowe oddające transgresyjną naturę demona.

I subtelny antropomorfizm: uchwyt szafki przypominający palec, oparcie krzesła sugerujące kręgosłup. Delikatne zaangażowanie niesamowitości, by nadać przedmiotowi obecność — nie przerażać, lecz intrygować.

Filozofia naprawy: Kintsugi — japońska sztuka naprawy ceramiki złotem. Pęknięcia stają się ozdobą, a historia przedmiotu — jego wartością. Ta filozofia doskonale rezonuje ze słowiańskim kultem „dziwnych zmarłych" i przedmiotów z duszą.

Ponowne zaczarowanie świata

Konwergencja XIX-wiecznej demonologii ludowej i XXI-wiecznego designu awangardowego nie jest przypadkowa. Oba systemy są reakcją na świat przytłaczający i niezrozumiały.

Słowiański chłop używał demonologii, by zmapować niebezpieczeństwa nieznanego lasu i nadać sens chaosowi. Współczesny człowiek sięga po mroczną ekologię, gotyk i niesamowitość, by przetworzyć lęki związane z kryzysem klimatycznym, sztuczną inteligencją i cyfrową pustką.

Reintegrując cień — to, co dzikie, włochate, niesamowite i ciemne — do naszego środowiska, nie cofamy się w rozwoju. Dokonujemy ponownego zaczarowania świata. Odchodzimy od modernistycznej „maszyny do mieszkania" w stronę domu jako żywego organizmu.

Demon, jak zauważyła dr Elwira Wilczyńska, jest transgresorem — istotą, która zaciera granice. Wielkie wzornictwo nadchodzących lat musi robić to samo: zacierać linie między sztuką a narzędziem, człowiekiem a przedmiotem, przeszłością a przyszłością.

Dla polskiego projektanta mandat jest jasny: przestańmy patrzeć wyłącznie na Zachód w poszukiwaniu kolejnej iteracji minimalizmu. Spójrzmy w ciemny las słowiańskiego dziedzictwa. Tam, wśród strzyg i wilkołaków, leży surowiec dla języka projektowego, który jest wisceralny, emocjonalny i głęboko potrzebny współczesnej duszy.

To design, który nie tylko wygląda. To design, który patrzy na nas z powrotem.


Źródła i inspiracje

Projektanci i artyści

Koncepcje teoretyczne

Techniki i materiały


Artykuł powstał na podstawie badań dr Elwiry Wilczyńskiej